Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Świat się oburza

Autorzy: 
Martyna Bojarska

Kryzys gospodarczy szaleje w Europie i na świecie, bezrobocie rośnie, kraje strefy euro sięgają po coraz bardziej drastyczne metody walki z recesją. Kryzys przynosi mobilizację i zmiany społeczne na całym świecie. Od początku roku bunty, przede wszystkim młodych ludzi, przetoczyły się przez kraje arabskie w postaci Arabskiej Wiosny. Później demonstracje na dużą skalę zaczęły się w Hiszpanii, a stamtąd rozprzestrzeniły się nie tylko na Europę, ale praktycznie na cały świat. Młodzi ludzie bezrobociu i nieudolnej walce z recesją mówią zdecydowane „nie”.

15 maja na Puerta del Sol

15 maja br., jeszcze przed wyborami samorządowymi w Hiszpanii, tysiące młodych ludzi zgromadziło się na głównym placu Madrytu – Puerta del Sol – żeby protestować. Przeciwko bezrobociu, nieudolnej walce socjalistów z kryzysem, złej sytuacji gospodarczej w kraju, ale również przeciwko stagnacji w życiu publicznym, dominacji dwóch partii na krajowej scenie politycznej i braku możliwości wyboru innej opcji niż socjaliści lub konserwatyści. Protesty zaczęły rozprzestrzeniać się na cały kraj – największe z nich miały miejsce w Barcelonie, Maladze oraz pozostałych większych miastach Hiszpanii. Została stworzona strona internetowa Democracia Real Ya! („Prawdziwa Demokracja Już!”), na której opublikowano manifest Oburzonych. Ich mottem jest stwierdzenie: „Europa dla obywateli, a nie dla rynków. Nie jesteśmy towarem w rękach polityków i bankierów”.

W swoim manifeście Oburzeni twierdzą, że obecna sytuacja polityczna nie pozwala realizować obywatelom ich podstawowych praw. Żądają respektowania zasad demokracji i sprzeciwiają się nierównościom społecznym. W bardziej pragmatycznym wymiarze żądają zniesienia szerokiej gamy przywilejów dla klasy politycznej, podjęcia odpowiednich kroków w celu walki z bezrobociem, poprawy opieki społecznej, w tym służby zdrowia i edukacji, bardziej efektywnej regulacji sektora bankowego oraz ograniczenia wydatków na cele wojskowe. Dodatkowo domagają się reformy systemu wyborczego w Hiszpanii, tak, żeby ograniczyć hegemonię dwóch partii politycznych na scenie krajowej, co ma ogromne znaczenie w kraju, którego regiony posiadają bardzo duży zakres autonomii.

Ruch Oburzonych często porównywany jest do protestów z 1968 roku. Narodził się jako spontaniczna odpowiedź na kryzys i złą sytuację gospodarczą Hiszpanii, teoretycznie nie ma żadnych konkretnych liderów, a jego program może wydawać się ogólnikowy. Jak zauważył komentator „The Economist” (artykuł „Spain’s indignants: Europe’s most earnest protestors” ukazał się w połowie lipca br.) największą siłą tego ruchu jest jego popularność i poparcie społeczne, jakim cieszą się protesty. Być może postulaty demonstrantów są nie do końca sprecyzowane, ale wyrażają ogólny nastrój w kraju – rozczarowanie, złość, oburzenie. Według sondaży latem br. Ruch Oburzonych cieszył się poparciem ok. 80% Hiszpanów.

Nazwa ruchu wzięła się od tytułu książki francuskiego autora Stephane’a Hessela, „Indignez-vous!” („Oburzajcie się!”). Sprzedano ponad 3,5 miliona kopii, książkę przetłumaczono na kilkanaście języków, a w marcu br. ukazało się również hiszpańskie tłumaczenie. Hessel w swoim eseju nawołuje Francuzów do złości, oburzania się, tak jak miało to miejsce w ruchu oporu podczas II wojny światowej. Twierdzi, że dzisiaj powody do buntu i oburzenia to przede wszystkim pogłębiające się różnice między biednymi a bogatymi, sposób traktowania nielegalnych imigrantów, ograniczenia nakładane na wolną prasę oraz niewystarczające wysiłki na rzecz utrzymania i ulepszania francuskiego systemu opieki społecznej. Co zaczęło się w Hiszpanii od francuskiej książki szybko przeniosło się również za północną granicę, a Francuzi nie tylko masowo kupowali książkę Hessela, ale solidaryzowali się również z hiszpańskimi Oburzonymi i ich postulatami.

17 września na Wall Street

Trudno powiedzieć na ile „Arabska Wiosna” i hiszpańscy Oburzeni zainspirowali protesty w Stanach Zjednoczonych pod hasłem „Occupy Wall Street”. Z pewnością jednak ruchy arabskie i europejskie można uznać za swego rodzaju prototypy dla późniejszych wydarzeń w Stanach. Amerykanie protestują przede wszystkim przeciwko pogłębiającym się różnicom społecznym między bogatymi a biednymi, wysokiemu bezrobociu, chciwości i korupcji wśród elit politycznych i finansowych oraz nadmiernemu wpływowi korporacji z sektora finansowego na decyzje i działania rządu. Winią środowiska finansowe z Wall Street za kryzys finansowy z 2008 roku. Slogan protestujących głosi: „Jesteśmy 99%”, co odnosi się do dużej koncentracji bogactwa w rękach 1% najbogatszych Amerykanów.

Dane dotyczące poparcia społecznego dla amerykańskiego ruchu protestujących są bardzo rozbieżne, ale praktycznie ze wszystkich wynika, że wśród respondentów przeważają zwolennicy ruchu. Według badań przeprowadzonych w październiku br. dla NBC i „Wall Street Journal” 37% respondentów popiera ruch „Occupy Wall Street”, z danych zgromadzonych z kolei dla CBS News i „New York Times” wynika, że poparcie wyraziło 43% respondentów. Jego popularność prawdopodobnie zwiększa zaangażowanie licznych znanych osób ze świata polityki, biznesu, a przede wszystkim rozrywki, w tym m.in. Susan Sarandon, Marka Ruffalo czy Michala Moore’a.

Ruch jest krytykowany zwłaszcza w środowiskach republikańskich. Konserwatyści, na czele z politycznym komentatorem Erickiem Ericssonem, w odpowiedzi na hasło „We are 99%” założyli blog pod tytułem „We are 53%”, co oznacza, że uważają się oni za 53% społeczeństwa amerykańskiego, które ciężko pracuje, bierze odpowiedzialność za swój los i płaci podatki. Autorzy bloga często odnoszą się do tradycyjnych amerykańskich wartości takich jak etyka pracy i poleganie na samym sobie i krytykują protestujących z Wall Street nazywając ich maruderami unikającymi pracy i odpowiedzialności. Ruch „Occupy Wall Street” jest luźno powiązany z Oburzonymi z Puerta del Sol, budzi też większe kontrowersje w społeczeństwie amerykańskim, ale wyraża tę samą tendencję, która widoczna jest w Europie – ludzie mają dość obecnej sytuacji gospodarczej i politycznej, dość dominacji sektora finansowego i dość bezradności rządzących w obliczu kryzysu.

15 października na całym świecie

O ile ruch „Occupy Wall Street” przynajmniej na razie ogranicza się wyłącznie do Stanów Zjednoczonych, o tyle działalność Oburzonych rozprzestrzenia się na całym świecie. W odpowiedzi na oznaki szerokiego poparcia płynące z różnych miast w różnych krajach hiszpańscy Oburzeni zamieścili na platformie Democracia Real Ya! apel do wszystkich niezadowolonych na świecie, żeby 15 października br. się z nimi solidaryzowali i wyszli na ulice swoich miast, tak, żeby pokazać elitom politycznym i finansowym, że nie tylko Hiszpanie mówią głośno „nie” ich rządom. W efekcie 15 października, dokładnie 5 miesięcy po rozpoczęciu protestów na Puerta del Sol, demonstracje odbyły się w ponad 950 miastach w 82 krajach. Do ich organizacji użyto nie tylko wspomnianej strony i list mailingowych, ale również, a może przede wszystkim, portali społecznościowych – głównie Facebooka i Twittera. Podobnie jak w przypadku Arabskiej Wiosny nowe media okazały się nieocenionym sprzymierzeńcem protestujących. Największa październikowa demonstracja miała miejsce w Madrycie i zgromadziła ponad pół miliona uczestników. Ponad 300 tysięcy protestujących zebrało się w Rzymie, 10 tysięcy w Berlinie. Mimo, że inicjatorzy protestów niejednokrotnie podkreślali, iż marsze i demonstracje mają mieć charakter pokojowy, nie obyło się bez incydentów, które w efekcie doprowadziły do aresztowań lub obrażeń odniesionych przez policjantów lub demonstrantów (np. w Rzymie rannych zostało ponad 130 osób).

Przedstawiciele hiszpańskich Oburzonych unikają nazywania siebie inicjatorami czy ojcami protestów, podobnie jak podkreślają egalitaryzm ruchu poprzez konsekwentne unikanie wskazania pojedynczych przywódców. Często twierdzą, że tak naprawdę ojcami rewolucji są młodzi ludzie z Tunezji i Egiptu. Jeden z Oburzonych cytowany przez „Dziennik Gazetę Prawną” powiedział, że to „oni rozpalili iskrę, myśmy ją tylko rozdmuchali” („Ruch oburzonych nabiera rozpędu. Demonstracje na całym świecie.”). Ruch Oburzonych to przede wszystkim ludzie młodzi, często absolwenci uczelni wyższych, którzy mimo wyższego wykształcenia nie widzą perspektyw na znalezienie zatrudnienia. Ruch cieszy się także poparciem emerytów, bezrobotnych czy też pracowników niezadowolonych z warunków pracy. Skala i tempo, w jakim protesty rozprzestrzeniają się na całym świecie budzą zdziwienie i zainteresowanie wśród komentatorów, którzy często mówią szczerze, że takiego zjawiska na taką skalę jeszcze nie widzieli.

Rządzące elity i sektor finansowy muszą poradzić sobie nie tylko z faktycznym kryzysem gospodarczym, lecz również odpowiednio zareagować na protesty niezadowolonych obywateli. W tym przypadku to nie garstka demonstrantów ani też spontaniczny, ale za to bardzo krótkotrwały wyraz frustracji. Wygląda na to, że tym razem to zorganizowany, cieszący się dużym poparciem społecznym ruch jednoczący ludzi z różnych krajów pod hasłami walki o prawdziwą demokrację i szansę na rozwój każdego obywatela. Dla polityków w demokratycznych państwach to, jak zareagują na protesty może oznaczać ich być albo nie być ich obecności na scenie politycznej. Wynik wyborów w Hiszpanii, które socjaliści przegrali z kretesem, tylko potwierdza tę tezę. Oburzeni to nie naiwni maruderzy - to często dobrze wykształceni ludzie, którzy w dużej mierze rozumieją co się dzieje w polityce i gospodarce. Mimo, że ich postulaty mogą wydawać się ogólnikowe czy idealistyczne, bez wątpienia dają nadzieję na zmiany na lepsze, a im większa skala i im sprawniejsza koordynacja działań protestujących tym te nadzieje większe.
 

Reklama