Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Świat żegna rok 2014 – co nam przyniósł? Część 1

Autorzy: 
Prof. Ryszard Machnikowski

Odchodzący w przeszłość rok 2014 był świadkiem wielu interesujących wydarzeń politycznych, które będą trwale i znacząco promieniować na nadchodzące lata zmieniając oblicze Ziemi. Był rokiem, który pozwolił sporej rzeszy obserwatorów dostrzec rzeczywisty stan światowej polityki i zamierzeń ich głównych podmiotów, co pozwala na snucie ostrożnych przewidywań na najbliższą przyszłość.

W roku 2014:

Prezydent Władimir Putin i popierający go Rosjanie przekonali się, że nie ma darmowych obiadów, a próba budowy „rosyjskiego świata” nieco potrwa i będzie znacznie trudniejsza i kosztowniejsza, niż to pierwotnie zakładano. Musi to stanowić dla nich spore zaskoczenie, gdyż niemal do lata 2014 r. mogli przypuszczać, że jakaś wersja putinowskiej grand strategy będzie realizowana, jednak późniejszy bieg wydarzeń musiał ich poważnie rozczarować. Rok 2014 zaczął się niesłychanie pomyślnie dla rosyjskiego prezydenta i zwykłych Rosjan. Igrzyska w Soczi były wielkim sukcesem wizerunkowym tego kraju i zapowiedzią, że z Rosją trzeba się liczyć także jako z potęgą sportową. Rosjanie zdobyli największą liczbę medali (33), w tym największą liczbę złotych (13) oraz srebrnych (10), pozostawiając w pobitym polu takie potęgi sportów zimowych jak Norwegia, Kanada czy USA.

Tak jak przewidywali niektórzy komentatorzy, po zakończeniu olimpiady Rosjanie przystąpili do siłowego rozwiązywania konfliktu na Ukrainie, który wywołali późnym latem 2013 r. „Zimowe przesilenie” miało na celu całkowite i ostateczne wyeliminowanie ukraińskiej opozycji i uczynienie z ekipy prezydenta Janukowycza „zbiorowego Łukaszenki” – grupy trzymającej twardo dyktatorską władzę, co pozbawiłoby Ukrainę resztek suwerenności i na trwale włączyło ten kluczowy z punktu widzenia Kremla kraj w orbitę jego wpływów. Przyznanie prezydentowi Janukowyczowi dyktatorskich praw umożliwiających mu zbrojną rozprawę z opozycją przez ukraiński parlament w styczniu 2014 r., a następnie snajperskie prowokacje wobec Euromajdanu miały doprowadzić do masowego rozlewu krwi, aby umożliwić wprowadzenie stanu wojennego i likwidację ukraińskiej opozycji, na wzór wydarzeń z 13 grudnia 1981 r. w Polsce. Jednak ku wyraźnemu zaskoczeniu Moskwy prezydent Janukowycz nie był na tyle silny i gotowy, by stać się moskiewską marionetką strzelającą do własnego narodu w imię obrony rosyjskich interesów, jak uczynił to gen. Jaruzelski 33 lata wcześniej (Jaruzelski sprawdził się wcześniej w tej roli w 1970 r.) i zbiegł z pola bitwy. Wówczas Rosja przystąpiła do realizacji planu awaryjnego, wobec wymykającej się jej z rąk władzy na Ukrainie, dokonując zbrojnej aneksji Krymu, która odbyła się gładko, przy niemal nieistniejącym oporze strony ukraińskiej i tzw. „światowej opinii publicznej”, której pewna część wyraźnie sympatyzowała z rosyjskimi działaniami lub je ostentacyjnie ignorowała.

Następnie Kreml przeszedł do kolejnej fazy operacji destabilizowania i „rozbioru” Ukrainy, czyli do utworzenia „pospolitego ruszenia” na wschodniej Ukrainie, które miało oderwać „Noworosję” od tego państwa. Kwestią otwartą pozostawało, czy miała ona pełnić role podobną do tej, jaką odgrywa Naddniestrze wobec Mołdawii, czyli obszaru poza wszelką kontrolą, służącego dalszej destabilizacji władz w Kijowie (bardziej prawdopodobne), czy ostatecznie miała zostać włączona, na wzór Krymu, do Federacji Rosyjskiej (niewykluczone, lecz mniej prawdopodobne). Do początków lata sytuacja zdawała się być pod względną kontrolą Kremla: nowa władza na Ukrainie była w rozsypce, uniemożliwiającej realne przeciwdziałanie, zachodnie sankcje miały charakter symboliczny i nie szkodziły rosyjskiej gospodarce, a dowodzone przez rosyjskich oficerów „oddziały powstańcze” gładko zajmowały coraz większe połacie ukraińskiego wschodu, przy poparciu sporej części miejscowej ludności i zrozumieniu „partii Rosji’ w krajach środkowo- i zachodnioeuropejskich.

Jednak w drugiej połowie roku wszystko zaczęło się psuć – nowo wybranemu prezydentowi Ukrainy trudno było przyprawić gębę „faszysty”, był także szeroko przyjmowany na zachodnich salonach budząc sympatię i zdobywając coraz szersze zrozumienie i poparcie dla „sprawy ukraińskiej”. Ukraińskie wojsko, w tym oddziały ochotnicze, przy wykorzystaniu przewagi powietrznej coraz lepiej radziły sobie z „ludowym powstaniem” na wschodzie, spychając oddziały „noworosyjskie” do defensywy. Także polityka kluczowych państw zachodnich – USA, Niemiec i Francji wobec Rosji ulegała stopniowej zmianie – nowe sankcje coraz dotkliwiej oddziaływały na rosyjską gospodarkę. Katastrofalna, z punktu widzenia Moskwy, sytuacja na froncie zmusiła Rosję do wprowadzenia na Ukrainę dużych regularnych oddziałów wojskowych Federacji Rosyjskiej, co było obserwowane i dokumentowane z satelitów rozpoznawczych. Przekazywano także coraz cięższą broń oddziałom „powstańczym” – najbardziej specjalistyczna, jak rakietowe systemy przeciwlotnicze - musiała być obsługiwana przez załogi rosyjskie. Konieczność walki z ukraińskim lotnictwem wojskowym doprowadziła do tragedii – zestrzelenia malezyjskiego samolotu pasażerskiego z wieloma obywatelami Zachodu, przede wszystkim Holendrami, na pokładzie.

Ta straszna ludzka tragedia była wizerunkową katastrofą dla Rosji – niemal nikt nie mógł już dłużej udawać, że traktuje konflikt ukraiński jako „wojnę domową”, w której strona rosyjska, zgodnie z jej twierdzeniami, nie bierze udziału. W wyniku zaostrzenia amerykańskiej polityki wobec Rosji doszło do wprowadzenia sankcji, które odcięły ten kraj od zachodniego kapitału – ten krok został później wzmocniony prze nagły, gwałtowny spadek cen ropy w wyniku decyzji Arabii Saudyjskiej o nie zmniejszaniu podaży ropy mimo spadku cen. „Stacja benzynowa” Rosja zaczęła robić bokami, ratując się przed załamaniem budżetu głęboką dewaluacją rubla, co jednak wywołało inflację, uderzającą przede wszystkim w zwykłych Rosjan. Okazało się, że za danie „Krym i Noworosja” trzeba będzie zapłacić, jak mówił jeden z nowych dowcipów „zakup może był i tani, ale abonament okazał się drogi”.

Tym bardziej, że nowe ukraińskie władze postanowiły zastosować słuszną, choć ryzykowną taktykę „odwracania” kierunku destabilizacji wypływającego z działań na wschodzie kraju, odmawiając jego finansowania, i przerzucając na Rosję koszty związane z sytuacją w „Noworosji”. W ten sposób plan destabilizowania Ukrainy przez zmuszanie jej do niezwykle kosztownej próby odzyskania suwerenności nad tą częścią terytorium kraju stępił swoje ostrze i stał się co najmniej bronią obosieczną.

Ponadto, kremlowska kamaryla z zaskoczeniem zaczęła przekonywać się, że tak pogardzany i lekceważony przez nią Zachód nie jest tak słaby, jak przypuszczała, a potęga Rosja tak wielka, jak ją widziała w swej wyobraźni. Być może Zachód popadł w obyczajową dekadencję, a po silnych przywódcach politycznych nie został tam nawet ślad – zastąpili ich mierni liderzy pozbawieni wielkich wizji i celów działania, lecz mimo to gospodarki głównych krajów zachodnich przezwyciężyły kryzys i, jak się okazało, są w stanie przetrwać wojnę gospodarczą z krajem takim jak Rosja, której z kolei możliwości ekonomiczne są znacznie bardziej ograniczone niż się na Kremlu spodziewano. Pod względem gospodarczym nadchodzący 2015 r. może okazać się wyjątkowo ciężki, gdy skutki sankcji i taniejącej ropy w pełni się uwidocznią, a kryzys gospodarczy jeszcze silniej uderzy w życie zwykłych Rosjan. Wtedy może się okazać, że skala uwielbienia społeczeństwa dla swojego przywódcy zacznie topnieć, jak wydawałoby się przeogromne, rezerwy walutowe tego kraju.

Choć nie należy oczekiwać zasadniczego przełomu w tej mierze, gdyż rosyjski system antydemokratyczny wydaje się ostatecznie domykać i pełen wymiar jego autorytaryzmu będzie coraz silniej widoczny. Paradoksalnie, kryzys gospodarczy może być wygodny dla klik rządzących Rosją, gdyż będzie sprzyjał tworzeniu obrazu Rosji jako oblężonej twierdzy atakowanej przez perfidny Zachód, który chce „zakuć rosyjskiego niedźwiedzia w łańcuchy”, co utrudni działanie ruchom opozycyjnym, które będą pokazywane przez rosyjskie władze jako zachodnia V kolumna dążąca do osłabienia Ojczyzny. W dłuższej perspektywie sprzyjać będzie to pogłębianiu się autorytaryzmu rosyjskiego systemu politycznego, z momentami nasilania się punktowych represji wobec działaczy opozycyjnych w chwilach, gdy rządzący tracić będą zimną krew w obliczu postępującego kryzysu gospodarczego.

Oczywiście, równie trudny, jeśli nie trudniejszy rok stoi przed władzami i ludnością Ukrainy – kraju doświadczonego wielowymiarowym kryzysem i wojną, z których nie ma dobrego wyjścia, trzeba jednak zauważyć, że jak na razie społeczeństwo ukraińskie radzi sobie z nim wyjątkowo dobrze. Pod tym względem plany Rosji wobec Kijowa spaliły na panewce – dziś jedynie pełnowymiarowa rosyjska interwencja militarna mogłaby pozwolić na osadzenie tam władzy powolnej władcom Kremla, ale ta jeszcze mocniej skonfliktowałaby ludność zachodniej i centralnej Ukrainy z Rosją, spowodowałaby jeszcze więcej ofiar wśród rosyjskich żołnierzy i zmusiła Zachód do zastosowania jeszcze dotkliwszych sankcji wobec Rosji – jej koszt byłby zatem większy, niż spodziewany zysk. Oczywiście, sytuacja ta nie skłoni Rosji do rezygnacji z długofalowych planów, zmusi jednak do odłożenia ich w czasie ze względu na niesprzyjającą sytuację. Pomimo groźnych pomrukiwań, rosyjski niedźwiedź zmuszony będzie do przejścia do fazy zmniejszania napięcia i „normalizacji” stosunków zarówno z Ukrainą, jak i Zachodem, w nadziei cofnięcia sankcji i powstrzymania nadciągającej katastrofy gospodarczej. Obawa przed rosyjską „ucieczką do przodu” w postaci rozszerzenia spektrum jawnie agresywnych działań zarówno na Ukrainie, jak i wobec państw nadbałtyckich wydaje się w obecnej chwili bezzasadna.

Z pewnością Rosja będzie kontynuowała agresję psychologiczną w postaci prowokacyjnych lotów bombowców rosyjskich w pobliżu granic państw zachodnich, lecz będzie w ten sposób próbować zaleczyć własne głębokie rany i kompleksy wynikające z niepomyślnego obrotu wydarzeń. Rosja jest w tej chwili krajem zbyt słabym zarówno gospodarczo, jak i militarnie, by wszcząć pełnowymiarowy konflikt z Zachodem na obszarze NATO. Proces odbudowy sił zbrojnych nie został jeszcze w pełni ukończony, konfrontacja wokół Ukrainy wykazała także, jak niezwykle wrażliwa jest gospodarka Rosji na relatywnie proste elementy konfliktu gospodarczego. Rosja nie jest w tej chwili w stanie wygrać konfliktu, który zamierzała rozpętać, musi zatem odłożyć go w czasie do bardziej sprzyjających warunków i okoliczności zewnętrznych. Jej działania będą ograniczone w najbliższej przyszłości do agresywnych wypowiedzi oficjeli, prowokacji i powrotu do aktywności, w której czuje się mistrzem – zakulisowego oddziaływania na wroga w nadziei, że czas przyniesie taką zmianę, która sprzyjać będzie realizacji jej długofalowych planów.

Rosja będzie wspierać wszelkie antyzachodnie inicjatywy, takie jak irański program atomowy, obrona reżimu Kima w Korei Północnej i Asada w Syrii przy jednoczesnym zwiększeniu swego wsparcia dla Państwa Islamskiego, w nadziei, że sukces dżihadystów zagrozi znienawidzonemu na Kremlu reżimowi Saudów, a może wręcz doprowadzi do jego upadku, co wpłynęłoby na rynek paliw kopalnych. Będzie wspierać terroryzm w każdej możliwej postaci wymierzony w państwa zachodnie i finansować zachodnie nurty radykalne, zarówno na lewicy, jak i na prawicy (w szczególności ruchy „eurosceptyczne”), w nadziei, że zdobędą one taki wpływ na władzę, który zmusi kluczowe kraje zachodnie do rewizji swej obecnej polityki wobec Moskwy na rzecz „normalizacji” stosunków z Rosją - wypowiedzi publiczne liderów typu Farage, Le Pen czy Henkel nie powinny budzić tu żadnych wątpliwości.

Rok 2014 był pod tym względem niezwykle interesujący – „wydarzenia ukraińskie” doprowadziły bowiem do ujawnienia się „partii Rosji” w Europie w całej jej krasie – chyba niemal wszyscy „przyjaciele” tego kraju zabrali głos, by wpłynąć na prowadzenie takiej polityki wobec Rosji, by kosztowała ona Moskwę jak najmniej. Skala wpływu Rosji wśród zachodniej lewicy nie może nikogo dziwić – sięga ona czasów zimnowojennych, sprzyjających hasłu „better red than dead”, które Sowieci zawsze potrafili należycie wykorzystać. Podobnie nie powinien zaskakiwać wpływ Rosji na liderów krajów środkowoeuropejskich, który również należy datować na okres, gdy kraje te były zwykłymi satelitami Związku Sowieckiego, posłusznymi jego woli. Rok 2014 ujawnił jednak skalę poparcia, także finansowego, dla zachodnich ruchów radykalnych umiejscawianych tradycyjnie na „prawicy”, oraz olbrzymie wpływy, jakie władzom rosyjskim udało się kupić w minionej dekadzie wśród zachodnich kręgów wielkoprzemysłowych. Najlepszym symbolem tych ostatnich jest były socjaldemokratyczny kanclerz Niemiec, obecnie prorosyjski lobbysta i osobisty przyjaciel prezydenta Putina, zapraszany na prywatne uroczystości. Jeśli doda się do tego siłę prorosyjskiej propagandy wśród niektórych zachodnich intelektualistów i dziennikarzy sięgającą jeszcze czasów carskich, połączy się ją z wysiłkami agitacyjnymi samych Rosjan i powiększy o prorosyjskie sympatie sporej części zachodnich społeczeństw, to efekt nie powinien nikogo dziwić – zaskoczenie powinien stanowić raczej fakt jak Rosji nie udało się wykorzystać tej potężnej dźwigni, by skutecznie wypromować politykę sprzyjającą realizacji rosyjskich interesów. Widocznie mainstream obecnej europejskiej polityki w postaci niemieckich chadeków i francuskich socjalistów, nie mówiąc już o brytyjskich torysach nie jest wystarczająco przekonany, by rosyjska oferta, składana niemiecko-francuskiemu tandemowi od lat, była aż tak kusząca.

Założenia tej „oferty” są znane i jasne – obejmuje ona przekształcenie NATO w drugie OBWE, czyli klub dyskusyjny, niezdolny do jakichkolwiek realnych działań, poprzez wypchnięcie USA z Europy i uczynienie z Niemiec, i do pewnego stopnia także Francji, głównych partnerów Rosji, z którymi kraj ten omawiałby zasięg stref wpływów na europejskim kontynencie. Jest to propozycja powrotu do europejskiego „koncertu mocarstw” na wzór Kongresu Wiedeńskiego z lat 1814 – 1815, czyli sprzed dwóch wieków. Celem miałoby być ustanowienie postzimnowojennego „Nowego Ładu” w Europie wykluczającego obecność Ameryki, co uczyniłoby z Rosji głównego rozgrywającego, który decydowałby o nowych zasadach europejskiej gry. Tego celu Rosja, tak długo, jak długo rządzić będzie nią obecna ekipa, z pewnością nie porzuci – będzie on stale aktualny. Jedyne, co „kryzys ukraiński” zmienił, to odłożenie jego realizacji do czasu zaistnienia bardziej sprzyjających warunków. Rosja liczy bardzo na to, że za jakiś czas, dzięki rosnącym napięciom społecznym w Europie, partie otwarcie prorosyjskie wzmocnią się na tyle, że zaczną tworzyć rządy koalicyjne w Niemczech, Francji i być może także Wielkiej Brytanii, i tym samym dyktować warunki umożliwiające Rosji realizację swych zamierzeń.

Liczy także na to, że za pół dekady wojsko rosyjskie będzie w stanie sprawnie i błyskawicznie zrealizować działania, które od ponad pół dekady otwarcie ćwiczy – publicznie ośmieszyć i zmarginalizować NATO poprzez zrealizowanie scenariusza zbliżonego do ukraińskiego, tyle, że skuteczniej, w krajach nadbałtyckich. Scenariusz ten zakłada także ograniczoną wojnę z Polską, jako najbardziej prawdopodobnym i zapewne jedynym sojusznikiem Łotwy czy Estonii, który zdecydowałby się działać militarnie w ich obronie, której celem byłoby zniechęcenie władz polskich do interwencji poprzez prewencyjne zniszczenie zdolności wojskowych Polski i zredukowanie jej infrastruktury przemysłowej. Cel psychologicznego zastraszenia polskiej populacji próbuje się osiągnąć poprzez publiczne ujawnienie możliwości ograniczonego, „taktycznego” uderzenia na któreś z polskich miast, zapewne na wschodzie kraju, głowicą jądrową i nieustające deliberacje o rozmieszczenie rakiet Iskander w pobliżu granic naszego kraju.

Rządząca Rosją ekipa zdaje sobie sprawę z tego, że po kryzysie ukraińskim, który zdecydowała się obecnie „zamrozić”, jest raczej dalej niż bliżej osiągnięcia swoich strategicznych celów. Swym działaniem zaalarmowała wszystkie kraje graniczne, w tym te „neutralne” jak Szwecja i Finlandia, co ożywiło dyskusje na temat ich statusu i ewentualnego wstąpienia do NATO. Ostateczne utraciła poparcie ludności zachodniej Ukrainy, jakie tam miała i skłoniła nowe władze Ukrainy do działań na rzecz otwarcie prozachodniego kursu, włączając w to wstąpienie do NATO. Sprokurowała kryzys gospodarczy poprzez rozwścieczenie Saudyjczyków swym poparciem dla Syrii, Iranu i Państwa Islamskiego, które w Rijadzie jest postrzegane jako otwarcie i konfrontacyjnie antysaudyjskie. Zmusiła USA, Niemcy i Francję do działania, które z miesiąca na miesiąc coraz bardziej uderzało w podstawy rosyjskiej gospodarki. Wszystko to sprawia, że nie jest w stanie osiągnąć swych zamierzeń – by ruszyć do przodu, musi się na jakiś czas cofnąć.

Zatem strasząc możliwością wywołania III czy IV (a może nawet i V) wojny światowej do niej nie doprowadzi. W najbliższym czasie będzie starała się „normalizować” stosunki z Zachodem ustępując na Ukrainie – zdradzi stworzonych przez siebie „Noworosjan”, by kosztami odbudowy wschodniej Ukrainy obciążyć władze w Kijowie. Ukrainę będzie destabilizować środkami ekonomicznymi, a nie militarnymi, licząc na zmęczenie społeczeństwa ukraińskiego przeciągającym się kryzysem, które zrodzi rozczarowanie społeczne i obniży poparcie dla obecnych władz ukraińskich. Będzie popierać radykałów z Państwa Islamskiego, by szachować nimi rząd w Rijadzie, wspierać irański program atomowy, licząc na wybuch poważnego kryzysu na tym tle w przyszłości, który odciągnie uwagę Zachodu od Ukrainy. Będzie wspierać ruchy eurosceptyczne i antymuzułmańskie w Europie Zachodniej licząc na to, że akty terroryzmu islamskiego pobudzą ostrą reakcję społeczną w krajach z liczną muzułmańską imigracją.

Będzie wreszcie kontynuować program forsownych zbrojeń i nie szczędzić pieniędzy na manewry i ćwiczenia wojskowe, których celem jest zbudowanie zdolności militarnych pozwalających na wygranie konfliktów, które w przyszłości chce rozpocząć u swych granic. Boleśnie pamiętać będzie obecną dotkliwą porażkę i śnić o dniu, kiedy będzie mogła wziąć srogi rewanż na osłabionym, pogrążonym w kryzysie, znienawidzonym przeciwniku. Zachód, mając to na uwadze, nie powinien ustawać w wysiłkach, by te działania ostatecznie uniemożliwić.

Reklama