Newsletter "Stosunków Międzynarodowych"

dostarcza 
Podaj swój adres e-mail:


Śmierć Usamy Bin Ladina - komentarz

Autorzy: 
Dr hab Ryszard Machnikowski

Szejk Usama Bin Ladin zginął zastrzelony przez amerykańskiego komandosa marynarki wojennej 1/2 maja 2011 r., niespełna 10 lat po tym jak amerykański prezydent George W. Bush wypowiedział słynne słowa, wzorowane na amerykańskich westernach: „wanted dead or alive”, tuż po zamachach 11 września 2001 r. Data ta przez wielu uważana jest za „polityczny” początek XXI wieku, co wskazuje, jak olbrzymie piętno Bin Ladin i jego organizacja odcisnęła na pierwszej dekadzie nowego stulecia.

Piętno to jest niezwykle krwawe, zapewne na zawsze zostanie on więc postacią, która na kartach historii powszechnej zostanie umiejscawiana w gronie słynnych politycznych zbrodniarzy, choć oczywiście wiele zależy od tego, kto w przyszłości będzie tę historię pisał. Usama zginął tak jak sobie tego wymarzył, zastrzelony przez niewiernych, a więc śmiercią „męczeńską”, co w przekonaniu jego i jemu podobnych muzułmanów jest pewną przepustką do raju.

Można dziś powiedzieć, że ten członek jednego z najbogatszych, najpotężniejszych i najbardziej wpływowych saudyjskich rodów żył tak jak chciał i zginął tak jak chciał – mógł korzystać z bogactwa i wpływów swojego klanu, ale wybrał życie pełne niepewności i ryzyka wynikającego z próby urzeczywistnienia idei, za którą oddał życie – odbudowy muzułmańskiej potęgi i jej supremacji w postaci odnowionego Kalifatu. Za tę ideę nie wahał się planować masowego zabijania tych, których uważał za niewiernych. Ci jednak okazali się znacznie silniejsi i skuteczniejsi, niż przypuszczał i dopadli go w Pakistanie, gdzie był ukrywany przez tych, którzy jego ideę szczerze podzielali, lub jej ikonę chcieli wykorzystać dla własnych celów politycznych.

Wytropienie i zabicie Bin Ladina jest ogromnym sukcesem amerykańskich służb i sił specjalnych, jest symbolem zarówno ich potęgi, jak i słabości. Potęgi, gdyż amerykańskiej wspólnocie wywiadowczej, której oficjalny budżet jest większy od kraju wielkości Polski, i siłom zbrojnym, których budżet jest większy od łącznego budżetu większości państw świata, udało się skutecznie dokonać tego niełatwego zadania i przeprowadzić skomplikowaną operację wywiadowczą uwieńczoną akcją militarną przeprowadzoną na nieprzyjaznym terenie. Słabości, gdyż dokonali tego dopiero po dekadzie wysiłków mających na celu wykrycie kryjówki wroga publicznego numer jeden Stanów Zjednoczonych. Wskazuje to, że choć możliwości amerykańskiego aparatu wywiadowczego są potężne, niemniej jednak nie omnipotentne i jak w każdej poważnej operacji wywiadowczej kluczem jest czas. Dopiero zbudowanie „unilateralnych” zdolności wywiadowczych w kraju, który oficjalnie był bliskim sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w „globalnej wojnie z terrorem”, pozwoliły Amerykanom na sukces. Jednak skuteczne zwalczanie terrorystycznego zagrożenia możliwe jest wyłącznie sposobem użytym dla wykrycia Bin Ladina, nie zaś poprzez wszczynanie wojen wciągających uwikłane w nie państwa w misje niemożliwe do skutecznego wypełnienia. Dlatego Amerykanie coraz częściej wspominają o wycofaniu znaczących sił z Afganistanu, gdy tylko sytuacja wewnętrzna tego państwa to umożliwi i nie chcą otwarcie angażować się na pełną skalę w konflikty tlące się w Somalii, Jemenie czy w Afryce Północnej.

Fakt, że Bin Ladin ukrywał się w pobliżu stolicy Pakistanu, w cichym mieście będącym siedzibą największej pakistańskiej akademii wojskowej i przebywał tam, jak się sugeruje, od wielu lat, nie może nie wskazywać na faktyczną rolę Pakistanu, a zwłaszcza jego służb specjalnych, w szerzeniu zarówno globalnej, jak i lokalnych dżihadystycznych rebelii. Mamy tu do czynienia z wyjątkowo przykrą alternatywą – albo pakistańskie służby, mające wysoką reputację, wykazały się rażącą niekompetencją na swoim terenie, albo bardzo wpływowy ich odłam gwarantował Bin Ladinowi protekcję przez czas poprzedzający amerykańską akcję. Aby jednak umożliwić realizację planów, Amerykanie i ich sojusznicy obecni militarnie w regionie nie mogą otwarcie wystąpić przeciwko najbardziej wpływowym instytucjom tego państwa. Pakistan na długo pozostanie zatem czołowym „frenemy” USA i państw NATO w regionie, jednak zaufanie do intencji władz tego państwa trwale będzie grawitować do zera. Nie będzie to sprzyjało „stabilizacji” sytuacji w bezpośrednim otoczeniu, stanowiącym jego „strategiczną głębię”.

Zasadnym jest także pytanie o wpływ śmierci Bin Ladina na przebieg i kształt konfliktu znanego za czasów Busha jr. jako GWOT (Global War on Terror). Jak ważna dla amerykańskiej psyche była jego śmierć wskazuje skala radości, wyrażanej na ulicach amerykańskich miast, gdy tylko Amerykanie się o niej dowiedzieli. Zabicie Bin Ladina w krótkiej perspektywie jest ostatecznym wyzwaniem dla jego organizacji i jej faktycznych możliwości. Tym aktem Al Kaida została zmuszona do próby dokonania ataku odwetowego na skalę dorównującą randze tego wydarzenia. Nie będzie nim porwanie kilku zachodnich turystów w krajach Maghrebu czy na Filipinach, próba zamachu na ambasady amerykańskie w Afryce czy Azji Wschodniej, czy seria zamachów bombowych w Afganistanie czy Iraku. Al Kaida, aby pokazać swoim zwolennikom, że wciąż istnieje i ma się dobrze mimo śmierci swojego lidera musi podjąć próbę dokonania poważnego zamachu w Ameryce lub Europie na prestiżowy cel i to w możliwie bliskim czasie. Pytanie, czy osłabione zdecydowanymi kontrakcjami zachodnich aliantów struktury tej terrorystycznej „sieci sieci” mają zdolności operacyjne, by taki atak przeprowadzić, siłą rzeczy musi pozostać otwarte. Zatem w krótkiej perspektywie świat zachodni wchodzi w okres znacznie zwiększonego ryzyka atakami terrorystycznymi, musi zatem zwiększyć swą czujność.

Jeżeli Al Kaidzie, mimo gromkich publicznych pogróżek nie uda się w najbliższym czasie dokonać spektakularnego zamachu można będzie mieć cień nadziei, że działania Ameryki i jej sojuszników zdecydowanie osłabiły zdolności tej terrorystycznej chimery. Wówczas, w perspektywie średnioterminowej, można oczekiwać osłabienia napięcia i zmniejszenia się groźby znaczącego i udanego aktu terroru, świat zachodni zyska więc czas na oddech. Jednakże, Al Kaida stała się globalnym ruchem społecznym opartym o ekstremistyczną ideologię, na przeminięcie której śmierć Bin Ladina będzie miała wpływ mniej niż znikomy. Nie można zatem, w dłuższej perspektywie czasowej, liczyć na całkowite zakończenie tego konfliktu, nie wiadomo bowiem gdzie i kiedy organizacja radykalnych muzułmanów odrodzi się pod przywództwem równie charyzmatycznego jak Usama Bin Ladin lidera. Wówczas konflikt, którego byliśmy świadkami przez ostatnią dekadę, może wybuchnąć z nową siłą … Natomiast co się stanie, jeśli Al Kaida zdoła przeprowadzić znaczący atak w najbliższym czasie, nie jest w stanie przewidzieć nikt – liczba możliwych wariantów sytuacji jest bowiem bardzo duża …

Autor jest ekspertem ds. terroryzmu, doktorem habilitowanym na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego.
 

Reklama